Le Voyage Dans La Lune
@january3.github.io
Bioinformatician, biostatistician, science writer. About me: https://january3.github.io/ All my photographs are completely free to use, public domain and CC0. Blog o naukowych różnościach: https://january3.github.io/biokompost/
Le Voyage Dans La Lune
Oczywiście że będę
You are all terrible, terrible human beings
Dr FALSE
The man with the shiny app
Sky.call()
{spectral}
We. *WE* are all terrible, terrible human beings
I get most joy out of reading funny memes of tibbles vs data.table :-D
Tak, no widziałem, chociaż jak próbowałem w sklepie to nie były aż o tyle lepsze od moich (noname, Soundcore), faktem jest że bardzo długo riserczowalem zanim je kupiłem.
Jak widać
Pierwszy piątek marca: dzień, w którym tradycyjnie czyszczę otwarte taby w przeglądarce
wiem, niestety
raz w życiu leciałem klasą biznes (za cudze pieniądze, oczywiście). A teraz nie latam na inne kontynenty, bo mnie nie stać
och ja przyznałem to w poście który zacytowałem na samym początku, to jest jak najbardziej jakieś psychiczne schorzenie
ja tylko z własnych subiektywnych obserwacji, że jak ktoś gotował bigos, to jeszcze następnego dnia czuć; a jak ktoś gotował sugo przez podobną ilość czasu (i z podobną intensywnością zapachu) to po pół godzinie od wyłaczenia piekarnika zapach znika.
no, jasne, tylko że z tym kulturowym uwarunkowaniem to najczęściej są hipotezy niefalsyfikowalne. "nie jadło się u ciebie w domu kapusty? to dlatego! a u ciebie się akurat jadło? to też dlatego!"
nah, nie doszukuj się wyjaśnień ewolucyjnych tam gdzie wystarczy prosta patologia. Also, nie tłumaczy to mojego obrzydzenia wobec jedzących. Also, nie chodzi przecież tylko o miejsca publiczne, w domu czy w pracy mam tak samo.
nieee, raczej chodzi o związki siarki, siarczki, H2S, merkaptany. Po pierwsze nieprzypadkowo kojarzą się z, elegancko mówiąc, wydalaniem, bo bakterie jelitowe też je produkują, więc jesteśmy na nie naturalnie uwrażliwieni, po drugie długo się utrzymują w przeciwieństwie do innych zapachów jedzenia.
tak, zrozumiałem, ale z Twoim wytłumaczeniem że "czemu on je jak jest niebezpieczne" niekongruentny jest instynkt żeby zaatakować tego, który je. To jest tak jakby Cię ktoś cały czas trącał wbijając łokieć w żebra albo deptał po palcach
spoko, też to tak zrozumiałem; ale dla mnie to czy powinni czy nie jest ortogonalne, bo jak ktoś obok mnie nagle wgryzie się w jabłko to moje zachowanie przejmuje jakaś prymitywna warstwa z paleozoiku, dostaję kopa adrenaliny i tylko daję radę upilnować żeby wybrać właściwe F z Fight or Flight
prawdopodobnie. w mojej klasie kapustę gotowało się często, a w knajpie pod nami wręcz codziennie, to może dlatego tak nie lubię tego zapachu (samą kapustę bardzo lubię)
przyzwyczajałem się do mlaskania przez czterdzieści lat zanim stwierdziłem że to bez sensu
oczywiście. zapach kapusty, jako kulturowo i tradycjnie obcy dla kultury w której się wychowa - oh wait
pachnie
also, nie pamiętam kiedy ostatnio leciałem; od pandemii skończyły się dla mnie podróże służbowe, a prywatnie mnie nie stać.
tak, ale mniej, bo w samolotach huczy, co tłumi częstotliwości triggerujące. Nawet w Warsie jest lepiej niż w cichym przedziale. I bierz pod uwagę, że mam zawsze na uszach słuchawki z wytłumianiem, więc to nie tak że nie próbuję jakoś sobie radzić i tylko narzekam.
Nie ma tłumaczenia że do Warsa to paaaanie, trzaby cały pociąg przejść
Chodzi o to że wagon 1 klasy (która kosztuje prawie tyle co druga, więc to nie jest jakieś elytarne) jest w tych pociągach obok Warsu
Ale OK, ja to rozumiem, to mój problem, a nie ich. ja sobie wyjdę, poczekam aż skończą i wywietrzą zapach kapusty, no problemo. Ale Döner w metrze, seriously
ale byli bardzo mili, zaoferowali że się podzielą
nie no jasne, spoko, komu by się chciało do Warsa chodzić, dlatego tak często spędzam drogę z Berlina do Krakowa na korytarzu. Ostatnio mi jakaś starsza parka wyjęła (w przedziale 1 klasy) talerze, sztućce i jedzenie w pudełkach i zaczęła jeść kapustę z kiełbasą i sałatką ziemniaczaną
Nie no, ja mam w sumie odwrotnie, tzn. zawsze mnie triggerowało, ale dawniej jakoś mniej; a naprawdę pomogło mi że po pierwsze zdałem sobie z tego sprawę, po drugie stematyzowałem, po trzecie nauczyłem się że mogę komuś powiedzieć: ej, nie jedz przy mnie albo: ej, przepraszam że wyjdę ale ja tak mam
nieee, bo różni mizofonicy mają różne triggerujące dźwięki. ale z drugiej strony kto wie, hipoteza nieweryfikowalna. Tak czy siak, nie ma to znaczenia, efekt jest taki jaki jest.
Nie chodzę do kina bo ludzie w kinach jedzą popcorn.